Jestem z gliny ulepiony ciężką chłopską dłonią
nie z prochu ziemi lekkiego Bożym tchnieniem
który tworzywem dla nieśmiertelnych być może
a dla mnie jedynie pyłem w oczy
i dziw że istotą żywą stałem się wbrew Bogu
ciężki jak golem bez poezji w żyłach
siadają na mojej głowie ptaki niebieskie
niestraszne im opowieści psalmisty
unoszą glinę po grudce maleńkiej na gniazda
gdzie wykluwa się delikatny puch dźwięków słów
na zawsze już będą pachniały prostotą narodzin
i śmierci tak oczywistej jak stworzenie z ziemi
słowa rodzi mi stajenka którą pamiętam
i pole aż po las dalekie
a śmierć pośród pól
je zbiera

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz