I. Dedal Mityczny
Leciał Ikar na
skrzydłach, a słońce paliło,
Oglądnął się za
siebie - Dedala nie było.
Stary zbereźnik
jeszcze dla żony Minosa
Kończył krowie
przebranie, bo chciała młokosa,
Byka mieć dla swej
chuci. A on, stary kowal,
Sprytną konstrukcję
krowią już dla niej zbudował.
Lecz coś się zacinała
i musiał się bawić.
Zapomniał, że z
Ikarem miał w górze naprawić
Zeusowi zepsute
zawiasy do nieba.
A z bogiem, kiedy
trzeba, to naprawdę trzeba.
Wkurzył się Zeus
patrząc na Kretę przez fale:
Albom ja tu
ważniejszy, albo Pazyfae?
Nie będzie mi układał
ten kowal plannera,
Zaraz walnę, bom
wściekły jak jasna cholera.
Orła puścił nad
morze, a ten Ikarowi
Chciał wydziobać
wątrobę. Cóż chłopak miał robić,
Wbrew zakazowi ojca
poleciał wysoko,
gdzie słońce kroplę
każdą zabiera obłokom.
Tam i jemu stopiło
wosk w skrzydłach na wodę
I w morzu utopiło to
życie tak młode.
Jak już Dedal
otrzeźwiał w tym swoim seksszopie
Wyrwał w niebo
labidząc: nawaliłeś chłopie.
Ale było za późno.
Ikar już nurkował,
Posejdon Minotaura,
chichocząc, szykował,
A Pazyfae wyjąc z
rozkoszy, omdlała.
No i tak się już
kończy mitu powieść cała.
Morał z niej można
wysnuć: kiedy masz Ikara,
Co byś zrobił Dedalu,
nie minie cię kara.
II. Dedal
Historyczny
Nie na
skrzydłach z metalu, pod nieba się wznosisz
Tych
samolotów, któreś przed laty budował,
Którymi
żeś uskrzydlał swe miasto od nowa,
By Ikarem
wzleciało, z zaświatów dziś prosisz.
Nie
skrzydła Twe, dziś Ciebie pamięć ludzka niesie
Nad
chorzelowskie domy, podmieleckie lasy,
Tchnieniem
wiatru wschodniego nad lotniska pasem
Przelatujesz
jak powieść o życia bezkresie.
Od Ukrain
bolesnych, od Katynia grobów,
Od
Wołynia, co we krwi kąpał się niewinnej
Tuś
przybył i zamieszkał, w tej Krecie nizinnej,
By na
skrzydłach polecieć pod chmury, do bogów.
Tysiące
samolotów nad Mielca dachami
W górę go
unosiło, by Ikarem frunął
Ponad ten
czas siermiężny, i aby nie runął
W odmęt
czasu, gdzie nie ma litości nad nami.
Czy to
miasto, ten Ikar, któregoś uskrzydlił,
Doceni,
co zrobiłeś, czy w dzisiejszej dobie
Innym
pokłony odda, zapomniał o Tobie?
Czy
poniżając Ciebie, sam się nie upodlił?
Mit to
polski, na opak. Zawiść, gdy ktoś leci.
Ikar
wierzy, że frunie, w podskokach kurz wznieca.
Dedal
walnął o ziemię. I to tłum podnieca.
By dać
ulicy imię, potrzeba stuleci?!
Biedne
Miasto, którego synów pamięć stygnie,
Co
mniejszym dajesz sławę, tablice, ordery,
W małości
swojej próżnej tworzysz bohatery,
W górę
największe skrzydło już cię nie podźwignie.
III.
Dedal Współczesny
Skąd
przychodzisz, kim jesteś, jakie twoje imię,
Dzisiejszy
przewodniku na podniebne trasy?
Czyś zdolnym
tak jak Dedal, konstruktorem maszyn,
Czyś
duszy inżynierem, marny anonimie?
Możeś
księdzem, co modły ponad chmury wznosi,
A ludzi
bardziej Boga boi się obrazić?
Mistrzem,
co dumę ludzką słowem chce wyrazić,
A marnym
tylko pyłem jest w wielkim kosmosie?
A możeś
politykiem, lichym w swoich słowach,
Co powie,
nie dotrzyma, we wszystkim oszuka?
I na nic
ludziom z roku na rok ta nauka,
Bo znowu
zagłosują, jakby szli w okowach.
Kimże
jesteś Dedalu dzisiejszego czasu,
Czyś
potrzebny jest komu, czy tylko dla siebie
Mity
piszesz i głosisz? By kiedyś tam w niebie
Za
zasługi mieć miejsce zajęte zawczasu?
Czy Ikara
namówisz, by w niebo pofrunął
A ty
rozważny pójdziesz w kurzu polskiej drogi?
Kunktatorstwo
za cnotę przydały ci bogi.
Uważaj,
by ci Ikar na głowę nie splunął.