wtorek, 22 października 2024

Błogosławieństwo.

 


Błogosławię dzień jasny, który Ciebie stworzył,

zanim ze świata wyszłaś na nasze rozstaje,

bym mógł wraz z Tobą witać te świąteczne maje

i gołębia czułości w darze Bogu złożyć.

 

Błogosławię godzinę, w której cię szukałem,

by znaleźć zagubioną w chwili nienazwanej,

u stóp bramy dzielącej znane i nieznane.

By wspólną drogę wybrać przez życie nietrwałe.

 

Błogosławię tę miłość, którą mnie obdarzasz,

kamień węgielny losu w tym świata obłędzie.

Twe ciało wciąż wibruje, pożądania przędzie

 

nić na kokon jedwabny, który przepoczwarza

ciała stare na słowa anielskie, by potem

pod niebo wzlecieć razem radosnym łopotem.

 

piątek, 11 października 2024

Dlaczego

 

 

                                    Kasi

 

zamykam w jednym słowie

cały niepokój istnienia

wciąż przeszukuję kosmos

i grządki przy domu

a gwiazdy i kwiaty

swoim pięknem nie wszeptują

we mnie odpowiedzi

 

Ty czekasz

wierząc

że wszystko Twoje

ułoży się w wielki porządek

bo jest jego częścią

 

otacza Cię piękno codzienności

jest

takie proste

na wyciągnięcie dłoni

więc wciąż je zbierasz

by dzielić się z innymi

 

a ja wciąż pytam siebie

dlaczego

 

jest raczej coś niż nic

 

 

środa, 9 października 2024

Ghetto Gaza

 


 

zamknięte murem

zaciskającym pętlę na szyi wszystkich

pariasów

Filistynów

poza światem sytych i bezpiecznych

 

urząd do spraw wyżywienia Ghetta wyliczył

2279 kilokalorii wystarczy

żeby Filistyn nie umarł

choć zagłodzenie dwóch milionów

nie musi być niemoralne

gdyby stało się podglebiem

Wielkiej Idei

 

póki co wyliczono

170,25 ciężarówki przez 5 dni w tygodniu

bez szabatu

musi wwozić do Ghetta

obliczone przez urząd

rodzaje i ilości żywności

 

żołnierze którzy zabili

ojca brata syna siostrę córkę

matkę

mieliby dzielić żywość

pomiędzy zagłodzone dzieci

z wypełnionymi przerażeniem

wielkimi ciemnymi oczami

które błyszczą jak Gwiazdy

na niebie niesprawiedliwości

Dawida

 

Ghetto

słowo zakazane

słowo  z przyszłości

 

 

 

czwartek, 3 października 2024

Dedal – tryptyk poetycki

 

                  

 

I.    Dedal Mityczny

 

Leciał Ikar na skrzydłach, a słońce paliło,

Oglądnął się za siebie - Dedala nie było.

Stary zbereźnik jeszcze dla żony Minosa

Kończył krowie przebranie, bo chciała młokosa,

 

Byka mieć dla swej chuci. A on, stary kowal,

Sprytną konstrukcję krowią już dla niej zbudował.

Lecz coś się zacinała i musiał się bawić.

Zapomniał, że z Ikarem miał w górze naprawić

 

Zeusowi zepsute zawiasy do nieba.

A z bogiem, kiedy trzeba, to naprawdę trzeba.

Wkurzył się Zeus patrząc na Kretę przez fale:

Albom ja tu ważniejszy, albo Pazyfae?

 

Nie będzie mi układał ten kowal plannera,

Zaraz walnę, bom wściekły jak jasna cholera.

Orła puścił nad morze, a ten Ikarowi

Chciał wydziobać wątrobę. Cóż chłopak miał robić,

 

Wbrew zakazowi ojca poleciał wysoko,

gdzie słońce kroplę każdą zabiera obłokom.

Tam i jemu stopiło wosk w skrzydłach na wodę

I w morzu utopiło to życie tak młode.

 

Jak już Dedal otrzeźwiał w tym swoim seksszopie

Wyrwał w niebo labidząc: nawaliłeś chłopie.

Ale było za późno. Ikar już nurkował,

Posejdon Minotaura, chichocząc, szykował,

 

A Pazyfae wyjąc z rozkoszy, omdlała.

No i tak się już kończy mitu powieść cała.

Morał z niej można wysnuć: kiedy masz Ikara,

Co byś zrobił Dedalu, nie minie cię kara.

 

 

II. Dedal Historyczny

 

 

Nie na skrzydłach z metalu, pod nieba się wznosisz

Tych samolotów, któreś przed laty budował,

Którymi żeś uskrzydlał swe miasto od nowa,

By Ikarem wzleciało, z zaświatów dziś prosisz.

 

Nie skrzydła Twe, dziś Ciebie pamięć ludzka niesie

Nad chorzelowskie domy, podmieleckie lasy,

Tchnieniem  wiatru wschodniego nad lotniska pasem

Przelatujesz jak powieść o życia bezkresie.

 

Od Ukrain bolesnych, od Katynia grobów,

Od Wołynia, co we krwi kąpał się niewinnej

Tuś przybył i zamieszkał, w tej Krecie nizinnej,

By na skrzydłach polecieć pod chmury, do bogów.

 

Tysiące samolotów nad Mielca dachami

W górę go unosiło, by Ikarem frunął

Ponad ten czas siermiężny, i aby nie runął

W odmęt czasu, gdzie nie ma litości nad nami.

 

Czy to miasto, ten Ikar, któregoś uskrzydlił,

Doceni, co zrobiłeś, czy w dzisiejszej dobie

Innym pokłony odda, zapomniał o Tobie?

Czy poniżając Ciebie, sam się nie upodlił?

 

Mit to polski, na opak. Zawiść, gdy ktoś leci.

Ikar wierzy, że frunie, w podskokach kurz wznieca.

Dedal walnął o ziemię. I to tłum podnieca.

By dać ulicy imię, potrzeba stuleci?!

 

Biedne Miasto, którego synów pamięć stygnie,

Co mniejszym dajesz sławę, tablice, ordery,

W małości swojej próżnej tworzysz bohatery,

W górę największe skrzydło już cię nie podźwignie.

 

 

 

III. Dedal Współczesny

 

Skąd przychodzisz, kim jesteś, jakie twoje imię,

Dzisiejszy przewodniku na podniebne trasy?

Czyś zdolnym tak jak Dedal, konstruktorem maszyn,

Czyś duszy inżynierem, marny anonimie?

 

Możeś księdzem, co modły ponad chmury wznosi,

A ludzi bardziej Boga boi się obrazić?

Mistrzem, co dumę ludzką słowem chce wyrazić,

A marnym tylko pyłem jest w wielkim kosmosie?

 

A możeś politykiem, lichym w swoich słowach,

Co powie, nie dotrzyma, we wszystkim oszuka?

I na nic ludziom z roku na rok ta nauka,

Bo znowu zagłosują, jakby szli w okowach.

 

Kimże jesteś Dedalu dzisiejszego czasu,

Czyś potrzebny jest komu, czy tylko dla siebie

Mity piszesz i głosisz? By kiedyś tam w niebie

Za zasługi mieć miejsce zajęte zawczasu?

 

Czy Ikara namówisz, by w niebo pofrunął

A ty rozważny pójdziesz w kurzu polskiej drogi?

Kunktatorstwo za cnotę przydały ci bogi.

Uważaj, by ci Ikar na głowę nie splunął.

 

 

 

 

Jezus, Piłat i ja

    Andrea Mantegna - Ecce homo I.   Czy życie przychodzi cieniem bezszelestnym z pustyni, na której tylko kamienie i ciernie, a...