jaki jesteś brzydki na swoim krzyżu
Chrystusie Synu Maryi
wytrzeszczonymi z wysiłku oczami patrzysz
na świat goniący za ulotnym pięknem
za Tobą kroczy dostojnie złota procesja umarłych
przed Tobą zabiegany tłum olśniony złotem
pewnie śmierdzisz całodniowym brudem
potem krwawym z wysiłku nieludzko bożego
znieczulony całym dniem cierpienia
męki i ludzkiego strachu już nie pamiętasz
uniesiony ponad tę drogę pod górę
ostatecznego spełnienia
jaki jesteś brzydki na swoim krzyżu
Chrystusie Zbawicielu Świata
jakbyś nie był synem tej Kobiety
której wyobrażenie na swoją miarę piękna
co wieczór noszą Twoi świadkowie
w korowodzie trosk na który patrzysz
olśnieni pięknem Twej matki
niepomni Twojej brzydoty
rozcapierzone palce Twojej dłoni
otwartej uderzeniem młotka
pustej jak umęczona myśl
są jedynie pięcioma palcami
rozbite gruzłowate kolana
opuchłe męką i drogą
rozbitym kolanami
jakże brzydki jesteś na swoim krzyżu
Zbawicielu świata słuchaczu moich modlitw
Twoje włosy sklejone potem i krwią
są sztywne jak dredy pielgrzyma
brudnego Polaka znikąd
z workiem podróżnym na ramieniu
obuty w rzemienne sandały
prosił o jedno biblijne euro
śmierdział potem jak Ty
też miał koło trzydziestki
i mówił o poplątanym ludzkim losie
gdy ja mówiłem że młody że silny
mógłby pracować a nie iść i żebrać
a czy nie myślisz że ja muszę iść
zapytał
i chciałem mu dać pieniądz
może na przetrwanie może na zmianę
ale kupiłem świece ofiarne
i nie miałem nawet centa
odszedł czy zniknął
nie wiem
jaki brzydki jesteś Chrystusie na swoim Krzyżu
jaki Boski jesteś na swoim Krzyżu Chrystusie
nie ma w Tobie nic z pokory
nie przypominasz chudego Żydka
mimozy od Księgi raczej Samsona
burzyciela świątyń z Ojca mocarza
umęczone ciało nadal pełne siły
przybite ręce zginają krzyż
widać w Tobie moc wyrywającą gwoździe
słychać ich zgrzyt o drewno
jeszcze chwila a obejmiesz ramionami
świat pełen zdziwienia i niewiary
Twojej brzydoty
Twojego piękna
Jakże prawdziwy jesteś Chrystusie
Prawdą ludzkiej śmierci
Prawdą Boga Człowieka
Synu Maryi
Prawdziwy






