niedziela, 12 marca 2023

Psalm Pięćdziesiąty Pierwszy. Zmiłuj się nade mną miłosierny Boże

 


Biblia Tysiąclecia: Wezwanie i prośba pokutnika

Jan Kochanowski: Boże w miłosierdziu swoim nieprzebrany

Księga Psalmów dzisiejszych: Zmiłuj się nade mną miłosierny Boże,            

 

Zmiłuj się nade mną miłosierny Boże,        

wymaż moje grzechy - Ty zrobić to możesz -

ze swojej pamięci, z pliku mego życia,

bym w nowej odsłonie nie miał nic do skrycia.

 

Nikt z ludzi bez grzechu na ziemi nie stanie,

zawsze jest przede mną moje pożądanie,

matka wszystkich grzechów, moje utrapienie.

Choć nie chcę, lecz grzeszę i gwałcę sumienie.

 

Twój sąd sprawiedliwy, nie mam wątpliwości.

Rozważasz me sprawy w Bożej złożoności.

Myślę, że wybaczyć mój grzech jesteś w stanie,

choć wrósł tak jak serce w moje bytowanie,

 

jak pamięć o matce, która mnie poczęła

w pożądaniu swoim, lecz mnie zawinęła

w miłość jak pieluszkę, która pokuszenie

odmieniła w cnotę na drogę zbawienia.

 

Masz upodobanie do prawdy ukrytej.

Jak mam znaleźć klucze, ja wiedzy niesyty?

Czy matka je dała w tajnikach mądrości,

z pożądania wzrosłej, matczynej miłości?

 

Wyzuj ze mnie Panie to poczucie winy,

to sumienie drążące przez życia godziny.

Daj radość nadziei, wesołość pociechy

i nie patrz już Boże tylko na me grzechy.

 

Stwórz mój Panie we mnie jak śnieg jasne serce,

które się nie miota w wieczystej udręce.

Odnów we mnie ducha niezwyciężonego,

bez dziedzictwa winy, bez strachu ludzkiego.

 

Racz przywrócić radość mojego czekania

na zbawienie w Tobie. Daj mi moc wytrwania,

wesprzyj świętym duchem, by siły starczyło,

Panie, na Twe niebo, gdzie by ono było.

 

Daj mi, Boże, pomysł na opowieść Ciebie

zgasłym lub wątpiącym. Ale nie o niebie,

lecz o twej miłości, której każdy w końcu

pragnie, by z ciemności zacząć iść ku słońcu.

 

Nie chcę brać na siebie krwi mej bezczynności,

dłoni myć w pogardzie nad światem wartości

odchodzącym w ciszy, wyśmianym, wzgardzonym.

Więc modlę się kornie,  ja, grzesznik skruszony.

 

 

 

środa, 8 marca 2023

Psalm Pięćdziesiąty. Wciąż mówisz Boże, lecz cię nie słyszymy.



 

Biblia Tysiąclecia: O prawdziwej czci Boga

Jan Kochanowski: Bóg wieczny, który wszytkim rozkazuje

Księga Psalmów Dzisiejszych: Wciąż mówisz Boże, lecz cię nie słyszymy

 

Wciąż mówisz Boże, lecz cię nie słyszymy.

Zajęci sobą, w gwarze dnia chodzimy,

tak żądni cudów, by móc bardziej wierzyć,

że cię brakuje, by dzień godnie przeżyć.

 

Pośród nawałnic i w ogniu trawiącym

przybądź, a będziesz przekonywującym.

W ciszy codziennej, która w nas bez końca,

mówisz do wschodu i zachodu słońca.

 

A przecież jesteś w każdej dnia godzinie,

w każdym westchnieniu, kropli krwi, co płynie,

ofierze, w którą zmieniamy swe życie,

wiążąc dzień z nocą, żyjąc należycie.

 

Swe dziecko w wierze wzywasz dnia każdego

jak przyjaciela, a nie podsądnego.

Mówisz każdemu i do wszystkich razem,

że jesteś prośbą, nie jesteś nakazem.

 

Bo wolną wolę każdy z nas posiada

i słowa Boże w swym sumieniu bada.

Gdy odpowiada, z szacunkiem się schyla,

że Tobą żyje, wystarczy Ci chwila,

 

na rozbłysk łaski, na Twą aprobatę

takiego życia i godną odpłatę.

Gdy w biedzie Pana taki ktoś zawoła,

Bóg przyjdzie, mówiąc: taka moja wola

 

Gdy byłem głodny, ty mnie nakarmiłeś,

gdy byłem więźniem, to mnie odwiedziłeś,

gdym był spragniony, dałeś mi łyk wody,

okryłeś ciało, bym nie cierpiał chłodu.

 

Gdy mnie zapragniesz, stanie się, jak chciałeś,

jedynie nie grzesz, jak mi obiecałeś,

bo Pan jest zawsze na odległość dłoni

i, uwielbiony, zawsze cię obroni.

 

Grzesznemu powie Bóg, choćby daremnie:

zawsze myśl twoja jest o krok ode mnie.

Wystarczy tylko, byś za mną podążył,

grzeszyć zaprzestał, wyznanie win złożył.

 

Przestań wymieniać moje przykazania

z wargi pełnymi wersów pojednania,

jeśli odrzucasz od siebie ich sedno,

z tym przekonaniem, że wszystko ci jedno.

 

Który nie zganisz cudzołożącego

i co okrada bliźniego swojego,

nawet gdy usta otworzysz podstępnie,

słowami w jadzie poczęstujesz chętnie.

 

Który swym bratem gardzisz niby wrogiem

i nie przebaczysz, choćby i przed Bogiem,

nie licz, że będzie Pan po twojej stronie,

bo zniszczę ciebie, zanim złożysz dłonie.

 

Do was, dla których nigdy mnie nie było

Powiem po prostu jedno słowo: miłość.

Bóg jest miłością i kto ją odszuka,

weźmie do serca za moją naukę,

 

takich do siebie przyjmę tak jak owce,

które nie widząc, zeszły na manowce

życia, lecz pragną widzieć nieskończone.

Ono jest we mnie, więc idźcie w mą stronę.

 

 

 

 

Psalm Pięćdziesiąty. Wciąż mówisz Boże, lecz cię nie słyszymy.

 

 

Biblia Tysiąclecia: O prawdziwej czci Boga

Jan Kochanowski: Bóg wieczny, który wszytkim rozkazuje

Księga Psalmów Dzisiejszych: Wciąż mówisz Boże, lecz cię nie słyszymy

 

Wciąż mówisz Boże, lecz cię nie słyszymy.

Zajęci sobą, w gwarze dnia chodzimy,

tak żądni cudów, by móc bardziej wierzyć,

że cię brakuje, by dzień godnie przeżyć.

 

Pośród nawałnic i w ogniu trawiącym

przybądź, a będziesz przekonywującym.

W ciszy codziennej, która w nas bez końca,

mówisz do wschodu i zachodu słońca.

 

A przecież jesteś w każdej dnia godzinie,

w każdym westchnieniu, kropli krwi, co płynie,

ofierze, w którą zmieniamy swe życie,

wiążąc dzień z nocą, żyjąc należycie.

 

Swe dziecko w wierze wzywasz dnia każdego

jak przyjaciela, a nie podsądnego.

Mówisz każdemu i do wszystkich razem,

że jesteś prośbą, nie jesteś nakazem.

 

Bo wolną wolę każdy z nas posiada

i słowa Boże w swym sumieniu bada.

Gdy odpowiada, z szacunkiem się schyla,

że Tobą żyje, wystarczy Ci chwila,

 

na rozbłysk łaski, na Twą aprobatę

takiego życia i godną odpłatę.

Gdy w biedzie Pana taki ktoś zawoła,

Bóg przyjdzie, mówiąc: taka moja wola

 

Gdy byłem głodny, ty mnie nakarmiłeś,

gdy byłem więźniem, to mnie odwiedziłeś,

gdym był spragniony, dałeś mi łyk wody,

okryłeś ciało, bym nie cierpiał chłodu.

 

Gdy mnie zapragniesz, stanie się, jak chciałeś,

jedynie nie grzesz, jak mi obiecałeś,

bo Pan jest zawsze na odległość dłoni

i, uwielbiony, zawsze cię obroni.

 

Grzesznemu powie Bóg, choćby daremnie:

zawsze myśl twoja jest o krok ode mnie.

Wystarczy tylko, byś za mną podążył,

grzeszyć zaprzestał, wyznanie win złożył.

 

Przestań wymieniać moje przykazania

z wargi pełnymi wersów pojednania,

jeśli odrzucasz od siebie ich sedno,

z tym przekonaniem, że wszystko ci jedno.

 

Który nie zganisz cudzołożącego

i co okrada bliźniego swojego,

nawet gdy usta otworzysz podstępnie,

słowami w jadzie poczęstujesz chętnie.

 

Który swym bratem gardzisz niby wrogiem

i nie przebaczysz, choćby i przed Bogiem,

nie licz, że będzie Pan po twojej stronie,

bo zniszczę ciebie, zanim złożysz dłonie.

 

Do was, dla których nigdy mnie nie było

Powiem po prostu jedno słowo: miłość.

Bóg jest miłością i kto ją odszuka,

weźmie do serca za moją naukę,

 

takich do siebie przyjmę tak jak owce,

które nie widząc, zeszły na manowce

życia, lecz pragną widzieć nieskończone.

Ono jest we mnie, więc idźcie w mą stronę.

 

 

 

poniedziałek, 6 marca 2023

Psalm Czterdziesty Dziewiąty. Kto chce dziś słuchać, że warto być biednym

 


Biblia Tysiąclecia: Zagadka powodzenia bezbożnych

Jan Kochanowski: Słuchaj, co żywo, wszytki ziemskie kraje

Księga Psalmów Dzisiejszych: Kto chce dziś słuchać, że warto być biednym

 

Kto chce dziś słuchać, że warto być biednym,        

niech słucha. Choćby swoim uchem jednym.

Niech też słuchają ci, którzy pieniądze

nad wszystko mają, a za nie swe rządze.

 

Czy tu mądrością zabłysnę dziś, nie wiem.

Czy roztropności z serca dam zarzewie?

Jednak los ludzki, szczęśliwy czy smutny,

zderzę ze sobą w sposób dość okrutny.

 

Żył biedny człowiek, żył też i bogaty.

Bogacz pieszczoty, biedny dostał baty,

jeden od losu, a drugi od Boga.

Taka przez życia była obu droga.

 

Pomyślał biedny: no i cóż, że razy?

Pójdę do nieba, nie wezmę urazy.

Pomyślał bogacz: ale go złoiłem

i tyle złota na nim zarobiłem.

 

Pomyślał biedny: warto żyć uczciwie,

Bóg mnie nagrodzi w niebie sprawiedliwie.

Bogaty w złoto dni swoje obtoczył,

w końcu świątynię zbudował i spoczął.

 

Żył też poeta tak mądry, jak biedny.

Dla Boga pisał wciąż poemat rzewny.

Myślał: cóż złoto, za grobem nie działa.

I umarł z głodu, poezja została.

 

Żył wreszcie mądry, co nie chciał biedować.

Wołał w mądrości swej nowe budować.

Sam się dorobił i biednym dał pracę.

Za to i Bóg mu, i biedni zapłacą.

 

Wszyscy widzimy: mędrcy umierają,

głupcy, prostacy, wszystko zostawiają,

co dorobili. Z Bogiem, czy bez Boga.

Na koniec tylko mniejsza, większa trwoga.

 

Nikt też sam siebie od śmierci nie kupi.

Nawet świątynią.  Jeśli nie jest głupi,

wcześniej pojedna z Bogiem się w swej drodze,

złoto zostawi, wziąć go wszak nie może.

 

Jednak zostaje coś po nas na ziemi:

życzliwe słowo, które nawet niemi

o nas wyszepczą, albo przekleństw wiele

nad złotem, choćby zostało w kościele.

 

Nie nam rozstrzygać, co będzie za grobem.

Czy nierób wygra niebo z groszorobem?

Czy dobre słowa u Boga przeważą -

choć on wie wszystko - i winy nam zmażą?

 

Czy do Szeolu bogatych Bóg wygna

jak stado owiec, z dala od poidła,

którym jest źródło Boga obecności

i tam na zawsze bogaty zagości?

 

Tego nikt nie wie. Na próżno prosimy

o zły los dla tych, których nie lubimy.

I potępienie im prorokujemy.

To tylko Bóg wie. Na tym przestajemy.

 

 

 

 

 

Jezus, Piłat i ja

    Andrea Mantegna - Ecce homo I.   Czy życie przychodzi cieniem bezszelestnym z pustyni, na której tylko kamienie i ciernie, a...