niedziela, 5 maja 2024

Poezja? A po co?

 

Takie moje gdybania o poezji sprzed 20 lat, po wydaniu sobie tomiku "Antymateria". 

Dodać dla porządku trzeba, ze poezji nauczyła mnie Agnieszka Tymoszczuk (wtedy Zgrizzly). Długie dyskusje z Nią, na portalu e-poezja, ukształtowały moje patrzenie na poezję. Zapewne nie była by zadowolona z wielu moich wierszy, napisanych potem, ale może nie jestem najlepszym uczniem.

 

Poezja jest, chociaż nasze codzienne, zabiegane życie może przynosić wrażenie, jakoby jej nie było. I to codzienne jest, i nie jest, poezji, wyraża się przynajmniej w trojaki sposób.

 

Po pierwsze poezja jest w książkach, które możemy kupić, jeśli akurat zbywa nam pieniędzy, a chcemy posiąść książkę, dla niej samej lub autora, akurat modnego lub, co rzadsze, gdy mimo braku pieniędzy poczujemy nieodpartą potrzebę przeczytania wiersza czy wierszy, i taką książkę kupimy. Coraz rzadsze to przypadki, bo coraz rzadziej nasze codzienne życie podpowiada nam potrzebę obcowania z poezją.

 

Po drugie, pojawia się w chwilach wzniosłych, kiedy żałoba, uczucia patriotyczne i kiedy wielcy aktorzy recytują wiersze wielkich poetów dla wielkich tłumów ludzi, akurat znajdujących się w podniosłym nastroju.

 

Ale po trzecie i najważniejsze, poezja jest w nas. Prawie w każdym. W jednym człowieku mocniej daje znać o sobie, w drugim słabiej, ale każdy prawie przeżywa chwile wzruszenia, smutku, zadumy, kiedy pod sam wierzch naszego jestestwa wypływają słowa, jakich na co dzień nie używamy, ba, wstydzilibyśmy się używać. Słowa czułe, piękne, niezwyczajne. I to jest właśnie poezja.

Niektórzy, bardziej zdeterminowani zapisują to, co wypływa z nich do wierzchu, wierząc, że nie tylko dla nich wzruszenia lub zaduma, ale może także coś z siebie ofiarują ludziom.

 

Ja także kiedyś zacząłem notować to, co mój wewnętrzny głos podpowiada mi od czasu do czasu. I przez kilka lat powstało chyba z 300 wierszy, z których część pomieściła ta książka. Są tu głównie wiersze starsze, ba nawet stare – a stare, znaczy prawie czteroletnie – jednak wierzę, że czas, jaki upłynął od ich napisania i fakt, że wtedy umiałem mniej, niż dzisiaj, nie wpłynął na ich jakość.

 

Moje wiersze są wyrazem mocowania się ze światem, który mnie otacza, są uzewnętrznieniem uczuć, szczególnie do mojej Żony, dzięki której te wiersze głównie powstawały, ale i do rodziny, są wreszcie wyrazem zadziwienia i zachwytu pięknem świata, jego mądrością i prostotą. Bo świat w swoim pozornym skomplikowaniem zakrywa przed mało dociekliwymi ludźmi swoją prawdziwą twarz.

Świat jest niesłychanie prosty, jego zagmatwanie jest redukowalne do najprostszych pojęć, które to pojęcia są nam dane od zawsze. Ludzie nie chcą tego zaakceptować, bo życie w tej prostocie znaczeń jest o wiele trudniejsze, niż życie w świecie niezrozumianym, ale takim, na który można zrzucić swoje niepowodzenia, swoje zagubienie, swoje nieszczęścia, coraz bardziej komplikowane dobrymi radami fałszywych mędrców.

Moja poezja jest wyrazem tej prostoty świata i życia, chociaż moje wiersze – zdaję sobie sprawę – są często trudne w odbiorze. Ale wystarczy chwila zadumy, zastanowienia, i ten prosty świat podstawowych wartości, będzie widoczny jak na dłoni.

 

Z tą prostotą świata jest trochę tak, jak z teorią Milo Wolffa, (nie wiadomo, czy prawdziwie opisującą świat), do której nawiązuje tytułowy wiersz zbioru, Antymateria, a która to teoria mówi, że wszystko wokół nas tak naprawdę zbudowane jest z fal, i że nie ma wokół nic trwałego, materialnego, nawet elektron jako cząstka, którą można dotknąć, nie istnieje, ale że z kolei wszystko na wszystko oddziałuje poprzez fale, które to oddziaływania mój znajomy, Mirek Gwizdalewicz, nazwał słowami.

Idąc dalej, powiemy za Ewangelią, że na początku było słowo, a on, ten mój znajomy, ateista z przekonania, dopowiadał, że na końcu także będzie słowo.

Może to nadużycie, a może to poezja, a może jednak prawda, gdy powiemy, że tak naprawdę jedyną trwałą na tym świecie cząstką jest słowo. Że słowo jest zaprzeczeniem materii, jest antymaterią.

 

Odwracając kolejność powiemy, że słowo to poezja, ale Słowo to wszechświat.

 

Dlatego słowo jest takie ważne. Dlatego boli mnie, jak jest nadużywane, by nie powiedzieć, gwałcone.

 

 

Prowadzi nas niepamięć

 

Z życia wyblakłe epizody

poukrywane w niepamięci

kamyczki bólu stare buty

w stan łaski wprowadzeni święci

mych rodzin węgłów kamieniami

popodpierani tacy sami

jak my dzisiejsi nici snute

w tkaniny wspomnień złote gody

z książki wyrwana krótka fraza

ząb mleczny w bólu anioł strzeże

za mostkiem wąskim garść stokrotek

i przejmujące wód wybrzeże

pierwsze wspomnienie zapomniane

głos który słychać poprzez ścianę

zwodne mruganie czczych błyskotek

niespodziewana nocna zmaza

nie uciekniemy nieznanemu

co kiedyś znane znakiem gestem

słowem narodzi się na nowo

zaznaczy mocno wciąż tu jestem

głos matki która już nie żyje

usłyszysz palce twoją szyję

zacisną tak że żadne słowo

nie padnie z ust twych nie wiesz czemu

zawilgotnieją w kątach oczy

od dymu ognisk dawno zgasłych

uśmiechów zblakłych pocałunków

Indian rycerzy z ksiąg opasłych

bez strachu pójdziesz pierwszą drogą

nie musząc pytać byle kogo

bez poplątanych map rysunku

do przodu ile człek wyskoczy

 

 

Zejść z drogi

 

Gdzie czas nas wiedzie poprzez przestrzeń

którą rozwijasz idąc obok

niespodziewaną jak powietrze

gdy zmienia się w pierzasty obłok

gdzie nas zatrzyma na tej drodze

czasu nieciągłość znakiem krzyża

w uświadomieniu a nie trwodze

że do rozstania już się zbliżam

kamień położę na swym miejscu

skąd go zabrałem przed latami

na węgieł i będziemy sami

przez chwilę wieczność coraz bliżej

na wodzie ślady bose stopy

boskie czy ludzkie czy do ciebie

ktoś szedł przez głębie przez potopy

ciągnąc za sobą świat po niebie

czym ja chciał wtedy czas zatrzymać

po narodzeniu w mai krasie

jak rybak w przyszłość sieć zarzucić

by mieć to wszystko co mieć da się

mam tylko ciebie ponad fale

naprzeciw lądom i wyrokom

odpycham wiosłem świat wytrwale

bezczelnie patrząc w losu oko

aż zamknie się na końcu drogi

ja oczy zamknę ty zaśpiewasz

nie będzie pytań teologii

spokój i cisza w naszych drzewach

 

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jezus, Piłat i ja

    Andrea Mantegna - Ecce homo I.   Czy życie przychodzi cieniem bezszelestnym z pustyni, na której tylko kamienie i ciernie, a...