Takie moje gdybania o poezji sprzed 20 lat, po wydaniu sobie tomiku "Antymateria".
Dodać dla porządku trzeba, ze poezji nauczyła mnie Agnieszka Tymoszczuk (wtedy Zgrizzly). Długie dyskusje z Nią, na portalu e-poezja, ukształtowały moje patrzenie na poezję. Zapewne nie była by zadowolona z wielu moich wierszy, napisanych potem, ale może nie jestem najlepszym uczniem.
Poezja jest, chociaż nasze codzienne, zabiegane życie może przynosić wrażenie, jakoby jej nie było. I to codzienne jest, i nie jest, poezji, wyraża się przynajmniej w trojaki sposób.
Po pierwsze poezja jest w książkach, które możemy kupić, jeśli akurat zbywa nam pieniędzy, a chcemy posiąść książkę, dla niej samej lub autora, akurat modnego lub, co rzadsze, gdy mimo braku pieniędzy poczujemy nieodpartą potrzebę przeczytania wiersza czy wierszy, i taką książkę kupimy. Coraz rzadsze to przypadki, bo coraz rzadziej nasze codzienne życie podpowiada nam potrzebę obcowania z poezją.
Po drugie, pojawia się w chwilach wzniosłych, kiedy żałoba, uczucia patriotyczne i kiedy wielcy aktorzy recytują wiersze wielkich poetów dla wielkich tłumów ludzi, akurat znajdujących się w podniosłym nastroju.
Ale po trzecie i najważniejsze, poezja jest w nas. Prawie w każdym. W jednym człowieku mocniej daje znać o sobie, w drugim słabiej, ale każdy prawie przeżywa chwile wzruszenia, smutku, zadumy, kiedy pod sam wierzch naszego jestestwa wypływają słowa, jakich na co dzień nie używamy, ba, wstydzilibyśmy się używać. Słowa czułe, piękne, niezwyczajne. I to jest właśnie poezja.
Niektórzy, bardziej zdeterminowani zapisują to, co wypływa z nich do wierzchu, wierząc, że nie tylko dla nich wzruszenia lub zaduma, ale może także coś z siebie ofiarują ludziom.
Ja także kiedyś zacząłem notować to, co mój wewnętrzny głos podpowiada mi od czasu do czasu. I przez kilka lat powstało chyba z 300 wierszy, z których część pomieściła ta książka. Są tu głównie wiersze starsze, ba nawet stare – a stare, znaczy prawie czteroletnie – jednak wierzę, że czas, jaki upłynął od ich napisania i fakt, że wtedy umiałem mniej, niż dzisiaj, nie wpłynął na ich jakość.
Moje wiersze są wyrazem mocowania się ze światem, który mnie otacza, są uzewnętrznieniem uczuć, szczególnie do mojej Żony, dzięki której te wiersze głównie powstawały, ale i do rodziny, są wreszcie wyrazem zadziwienia i zachwytu pięknem świata, jego mądrością i prostotą. Bo świat w swoim pozornym skomplikowaniem zakrywa przed mało dociekliwymi ludźmi swoją prawdziwą twarz.
Świat jest niesłychanie prosty, jego zagmatwanie jest redukowalne do najprostszych pojęć, które to pojęcia są nam dane od zawsze. Ludzie nie chcą tego zaakceptować, bo życie w tej prostocie znaczeń jest o wiele trudniejsze, niż życie w świecie niezrozumianym, ale takim, na który można zrzucić swoje niepowodzenia, swoje zagubienie, swoje nieszczęścia, coraz bardziej komplikowane dobrymi radami fałszywych mędrców.
Moja poezja jest wyrazem tej prostoty świata i życia, chociaż moje wiersze – zdaję sobie sprawę – są często trudne w odbiorze. Ale wystarczy chwila zadumy, zastanowienia, i ten prosty świat podstawowych wartości, będzie widoczny jak na dłoni.
Z tą prostotą świata jest trochę tak, jak z teorią Milo Wolffa, (nie wiadomo, czy prawdziwie opisującą świat), do której nawiązuje tytułowy wiersz zbioru, Antymateria, a która to teoria mówi, że wszystko wokół nas tak naprawdę zbudowane jest z fal, i że nie ma wokół nic trwałego, materialnego, nawet elektron jako cząstka, którą można dotknąć, nie istnieje, ale że z kolei wszystko na wszystko oddziałuje poprzez fale, które to oddziaływania mój znajomy, Mirek Gwizdalewicz, nazwał słowami.
Idąc dalej, powiemy za Ewangelią, że na początku było słowo, a on, ten mój znajomy, ateista z przekonania, dopowiadał, że na końcu także będzie słowo.
Może to nadużycie, a może to poezja, a może jednak prawda, gdy powiemy, że tak naprawdę jedyną trwałą na tym świecie cząstką jest słowo. Że słowo jest zaprzeczeniem materii, jest antymaterią.
Odwracając kolejność powiemy, że słowo to poezja, ale Słowo to wszechświat.
Dlatego słowo jest takie ważne. Dlatego boli mnie, jak jest nadużywane, by nie powiedzieć, gwałcone.
Prowadzi nas niepamięć
Z życia wyblakłe epizody
poukrywane w niepamięci
kamyczki bólu stare buty
w stan łaski wprowadzeni święci
mych rodzin węgłów kamieniami
popodpierani tacy sami
jak my dzisiejsi nici snute
w tkaniny wspomnień złote gody
z książki wyrwana krótka fraza
ząb mleczny w bólu anioł strzeże
za mostkiem wąskim garść stokrotek
i przejmujące wód wybrzeże
pierwsze wspomnienie zapomniane
głos który słychać poprzez ścianę
zwodne mruganie czczych błyskotek
niespodziewana nocna zmaza
nie uciekniemy nieznanemu
co kiedyś znane znakiem gestem
słowem narodzi się na nowo
zaznaczy mocno wciąż tu jestem
głos matki która już nie żyje
usłyszysz palce twoją szyję
zacisną tak że żadne słowo
nie padnie z ust twych nie wiesz czemu
zawilgotnieją w kątach oczy
od dymu ognisk dawno zgasłych
uśmiechów zblakłych pocałunków
Indian rycerzy z ksiąg opasłych
bez strachu pójdziesz pierwszą drogą
nie musząc pytać byle kogo
bez poplątanych map rysunku
do przodu ile człek wyskoczy
Zejść z drogi
Gdzie czas nas wiedzie poprzez przestrzeń
którą rozwijasz idąc obok
niespodziewaną jak powietrze
gdy zmienia się w pierzasty obłok
gdzie nas zatrzyma na tej drodze
czasu nieciągłość znakiem krzyża
w uświadomieniu a nie trwodze
że do rozstania już się zbliżam
kamień położę na swym miejscu
skąd go zabrałem przed latami
na węgieł i będziemy sami
przez chwilę wieczność coraz bliżej
na wodzie ślady bose stopy
boskie czy ludzkie czy do ciebie
ktoś szedł przez głębie przez potopy
ciągnąc za sobą świat po niebie
czym ja chciał wtedy czas zatrzymać
po narodzeniu w mai krasie
jak rybak w przyszłość sieć zarzucić
by mieć to wszystko co mieć da się
mam tylko ciebie ponad fale
naprzeciw lądom i wyrokom
odpycham wiosłem świat wytrwale
bezczelnie patrząc w losu oko
aż zamknie się na końcu drogi
ja oczy zamknę ty zaśpiewasz
nie będzie pytań teologii
spokój i cisza w naszych drzewach

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz