niedziela, 4 stycznia 2026

Orfeusz - Hiob woła o Eurydykę

 

Eurydyka i Orfeusz na obrazie Edwarda Poyntera


Samotność to nie tylko brak przestrzeni

wypełnionej marzeniami

 

samotność to ból każdej drobiny

świata

którego byłaś pełnią

 

wyjęta z niego niewidoczną siecią

drżysz w chłodzie jeziora niepamięci

 

stoję

a wszystko przesuwa się cieniem

zakrywając jasne

chwile

jakbym sam przechodził w cień

stając się zjawą

dla siebie

 

tak trudno wyobrazić sobie światło

kiedy panuje

ciemność

jaśniejsze punkty przeszłości zbyt nikłe by dawać

iluzję nadziei

Bóg światłości zniknął w zamęcie zdarzeń

nie odpowiada

pośrodku labiryntu przerażeniu ostatniej drogi

chłodu przeprawy gdy coraz wyżej zimny jak śmierć

dotyk fali

 

Nie patrz za siebie bo zmienisz się

w słup soli martwy kamień pamięci

a życie jest jak promień światła

za niepamięcią wspólnego

za wodą

jak brylant słońca do którego zmierzasz

jaśniejący

w okruchu niezdarzenia

 

dni wspólne były niekończącym się zbieraniem darów

dotknięcia dłoni jak pocałunki

rodziły ptaki

Boże

dlaczego zabrałeś

tę która była

nad królestwem światła zapanował cień

twojego sprawstwa

 

Bóg światła i Władca ciemności zmówili się przeciwko

rzucili kości grając o mój świat

moją miłość

wkładam dłoń głęboko w czeluść nieskończoności

ja

najzwyklejszy ze zwykłych

wierny

 

jak możesz żądać bym nie oglądał się za siebie

jak możesz mówić że wtedy wróci szczęście i będzie

jak odradzająca się wiosna

w której oddasz mi to wszystko

coś zabrał

 

czy możliwym jest znaleźć światło gdy przeszło się przez piekło

umierania

obwiniają mnie przyjaciele za śmierć i samotność

za to że odeszła

jakbym zgrzeszył brakiem miłości

niewiarą gorszą niż trąd samotności który odpycha

przyjaciół i wrogów

 

nie wierzę w powtórne narodziny

w zapomnienie

w szczęście które po nim

nastanie niby rozkwitająca łąka

dziś

nie mogę pieścić kobiet

bachicznie wesołych szczęściem ulotnym

jak duch winorośli

nie mogę zatracić się bezpamięci

bo ja

to wciąż pamięć przeszłości

 

„czy przepaszę moje biodra jak mocarz

pouczę Boga gdy spyta

połamię jego prawa które cię zabiły

czy wykażę Mu zło?

 

czym jest czysty bym to mógł czynić?

czy ramię mam mocne jak Bóg?

a głos mój rozbrzmiewa jak Jego?”

 

czy przywdzieję potęgę i wyniosłość

przystroję się pięknem i siłą

a mój gniew pyszny

poniży dumnych?”

 

nie

po stokroć

mój gniew zabije mnie

samego

rozerwie na strzępy

a usta będą wciąż szeptały

Imię

 

 

 

 

 

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jezus, Piłat i ja

    Andrea Mantegna - Ecce homo I.   Czy życie przychodzi cieniem bezszelestnym z pustyni, na której tylko kamienie i ciernie, a...