za: wp.pl
Dziś sprawiedliwość, sprawiedliwy Boże,
daliśmy w ręce sędziów, którzy liczą
zyski i straty od swoich wyroków,
lecz uśmiechają się mądrze do kamer.
Więc nie czekamy na twe rozstrzygnięcia,
bo zbyt odległe i pojąć je trudno.
A prawa nasze, choć nienaturalne,
pisane krzykiem pod dyktando tłumu,
w naturze swojej są wyrozumiałe
dla nas błądzących i egzekwowalne
tutaj na ziemi, gdy czasu tak mało.
Myśli zaś nasze zna tajna policja,
prawie tak dobrze, jak ty, nieskończony.
Czego przez spowiedź do ciebie nie ślemy,
na świat krzyczymy miliardami bitów
i przenikamy tak serca jak nerki,
więc na cóż twoje jest nam pośrednictwo?
Tarczą jest dla nas firewall sieciowy,
też niewidoczny, ale działający.
Choć bywa chwila, gdy jesteśmy sami
z czymś, co sumieniem ciągle nazywamy,
nie definiując i bliżej nie znając,
gdy nagłym krzykiem wśród bezsennej nocy
wróg się odezwie albo dobroczyńca.
Jeden doszczętnie złupiony, a drugi
ma odpłacone złem za swoje dobro
I ciemność lepka staje przed oczami
i sufit, w który uderzają myśli,
jak ptaki nocą, bo ciebie już nie ma,
a sędziom naszym nie daliśmy sumień,
by je sądzili. Gdy zroszeni potem
chcemy słać apel do wyższej instancji,
rojąc na jawie wydumane racje,
widzimy wyżej tylko czarny sufit.
A kiedy wreszcie sen nas zmorzy czuły,
zapominamy rankiem nasze zmory,
które nadejdą ponownie ze śmiercią,
a ta nas zmoży już nieodwołalnie
i nie zdążymy przed zapowiedzianym
sądem, gdy wstaniesz, oczyścić się z winy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz