Wciąż ci śpiewam, mój Boże, dla tak wielu darów,
Któreś ludziom poczynił, lecz mało kto słyszy,
Gdy w złorzeczeniach, w szybszym wciąż rytmie zegarów
Wyprawiają ci pogrzeb wśród kosmicznej ciszy.
Nie mam wrogów, lecz ty masz, jest ich coraz więcej,
Krzyczą przeciwko tobie, choć w ciebie nie wierzą,
Twe sądy mają za nic i nie w twoje ręce
Oddają sprawiedliwość, ludzką miarą mierząc.
Nie ma już poganina ani występnego,
Ponad głowami sztandar z wielkością człowieka,
Mocą i wszechmocnością skrojoną pod niego.
Pamięć o Tobie blednie, przez palce przecieka.
Coraz mniej ludzi czeka na twoje sądzenie
Miliard z ośmiu, a ty chcesz z wyniosłego tronu
Którego widzieć ani zrozumieć na ziemi
Z każdym dniem coraz bardziej nie ma dzisiaj komu.
Dzisiaj boi się ciebie ten, który nie zbłądził,
Cześć ci daje swą wiarą, wciąż szczerze ufając.
A ci, którzy nie wierzą? Jak ich będziesz sądził?
Tych w biedzie nie opuszczasz, którzy cię szukają?
Czy niewierzący wpadną w pułapkę niewiary,
W labirynt intelektu, jaskinię bez wyjścia?
Nogi ich w niej ugrzęzną, a niepomni kary,
I tak będą zniszczeni mimo twego przyjścia?
Czy odejdą w niesławie razem z występnymi,
Czy niewierze z przestępstwem jest razem po drodze?
Gdy ich nie przekonałeś słowami swoimi,
Jakaż ich wina dzisiaj, byś ich karał srodze?
Czemu tylko nieszczęsnych, ubogich pamiętasz,
A szukających mądrych, pytających, ganisz?
Na swej drodze nie znajdą twego miłosierdzia,
Jeśli chcieć nie przestaną być ludźmi bez granic.
Dlaczego nie chcesz zgodzić się na tryumf człowieka?
Brak wiary w ciebie czyni od człowieka większym?
Swą mocą musisz sprawić, aby nie dociekał,
Ukorzył się i stał się w twych oczach piękniejszym?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz