O Boska, która ludzi trzymasz w pieczy,
Od Twej woli zależy los człowieczy.
Podnosisz słabych, którzy o to proszą,
Pogrążasz dumnych, co się z pychą noszą.
Do Ciebie rolnik modli się w pokorze,
I żeglarz, kiedy z wiatrem poprzez Morze
Egejskie kruchą łupiną żegluje,
Bo i na morzu władza Twa panuje.
Ciebie się lęka każdy nieprzyjaciel
Twojego ludu. Każda matka zna Cię
Dzikiego władcy i Ciebie się boją,
Bo w cieniu Twojej wielkiej mocy stoją,
I drżą w obawie, aby stopy Twoje
Ich nie rozgniotły. Chcą też berła swoje
Dzierżyć na lata, lecz boją się tłumu,
Narzędzia gniewu, kiedy brak rozumu.
A Przeznaczenie jest do Twej posługi,
Jego narzędzia, gwoździe i hak długi,
Którymi możesz burzyć i budować
Życie zabierać i życie darować.
Przy Tobie także Nadzieja i Wiara,
Rzadko już dzisiaj spotykana para
W domach bogatych, z których jakże często
Wychodzisz gniewna, gdy umiera męstwo.
Ludzie są wokół gnuśni i kłótliwi,
A przyjaciele chytrzy i fałszywi.
Jeśliś bogaty, z tobą im jak w niebie,
Jeśli zbiedniejesz , odejdą od ciebie.
Ocal w pochodzie do lepszej przyszłości
Ojczyste hufce i niech nam zazdrości
Świat cały wielki tego, żeśmy dzielni
I mimo sporów, trwamy niepodzielni.
Bo wstyd nam dzisiaj jest za naszych braci.
Zamiast Ci służyć, każdy się bogaci.
I ustępują przed najsłabszym wrogiem,
Ściągając na nas doświadczenia srogie,
I święte nasze bezczeszczą ołtarze.
Niech Twoja łaska grzechy ich wymaże,
Niech ich przywróci na łono Ojczyzny,
Niech im nie straszne będą śmierć i blizny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz