Jean Giraud aka Mœbius, don Kichote...
lubię wiatraki spokojnie mielące historię
zagarniające drewnianymi ramionami
bohaterów wygranych potyczek
w swoje tajemne wnętrza
nie boją się porywów wiatru
obracającego dzieje i skrzydła
ani ciszy w której słychać korniki
drążące niewidzialne drogi
udomowiły hidalgów wyobraźni
rycerzy dzikich pól naszych czasów
może są śmieszni w swoich niemodnych szyszakach
lecz ich łagodność jest prostoduszna
ich szlachetność bandażuje rany świata na lepsze
nie słyszą śmiechów sprzeciwu
mówią do rymu niemodne opowiadania w których dobro
najczęściej zwycięża a zło jest przestrogą by nie iść
nawet jeśli obietnica spełnienia świeci szklaną górą
wyszli zwycięzcy z pojedynków z wiatrakami ich była słuszność
umocnieni w prawdzie dzielą ją wśród wnuków jak ciasto
dnia świątecznego nawet jeśli nazywają się alojz kiczano
a ich Dona Dulcynea z Toboso jest tylko aldoną lorenc,
Nawet w godzinie śmierci pozostaną zwycięzcami,
pogromili szaleństwo i ocalili dawną mądrość
salve don kichotes

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz