Szukając utworu "Nasz Pan Ford" przy okazji natknąłem się na - jakby nie nazywać - moją recenzję. Jedną z niewielu, jakie napisałem, jako że nie czuję takiej potrzeby na co dzień. Nie pamiętam, czy gdziekolwiek ją opublikowałem, więc robię to teraz
Ostatni tomik wierszy Wisławy Szymborskiej zatytułowany „Tutaj”, odbiega, niestety, od jej wcześniejszych wierszy, które piętnaście lat temu przyniosły jej Nagrodę Nobla.
Bo, moim zdaniem, te wiersze nie pozostawią w czytelniku większego śladu, ani nie wywołają większych emocji. Zanotują je kronikarze wielkiej - to już stwierdzono uprzednio – poetki. Gdy czytałem ten tomik, przypomniał mi się tytuł książki Milana Kundery „Nieznośna lekkość bytu”. I to nie w związku z podobnym przesłaniem wierszy i prozy, ale w związku z oceną wierszy. Bo niby wiersze z tego tomiku są głębokie i przejmująco mądre, pokazujące otoczenie autorki w różnych jego aspektach i w różnych miejscach, są swoistą wiwisekcją fragmentów życia, które się dzieje wokół, ale to życie jest bez emocji, opis jest taki zimny, choć jednocześnie i piękny i precyzyjny, jakby autorka opisywała życie dziejące się w lustrze, którego to życia nie da się dotknąć, a jak już taką próbę ktoś uczyni, to pozostaje tylko chłód na koniuszku palca. I mogę wziąć tu za swój pogląd Kundery, że „egzystencja pozbawiona emocji jest pozbawiona sensu”.
Szymborska patrzy w to lustro i wiernie, i interesująco nam obraz widziany w lustrze opisuje, ale nie płynie krew przez ten obraz, nie ma w nim ciepła. To trochę taki lodowy świat z bajki Andersena, piękny i zimny.
I znowu zacytuję Kunderę: całkowity brak brzemienia sprawia, że człowiek staje się lżejszy od powietrza, wzlatuje w górę, oddala się od ziemi, od ziemskiego bytowania, staje się na wpół rzeczywisty, a jego ruchy są tyleż swobodne co pozbawione znaczenia. I mam wrażenie, że te wiersze są właśnie takie, lekkie, piękne w swoim locie i bez większego znaczenia.
A może ten świat stwarzany czy opisywany przez Poetkę, jest mikrokosmosem z jej wiersza, na który przez szkiełko Pana Boga spoziera, chłodno oceniając to, co pod nim, w oddaleniu i na jej łasce.
Szkiełko ich nawet nie uciska,
bez przeszkód dwoją się pod nim i troją
na pełnym luzie i na chybił trafił.
Powiedzieć, że ich dużo, to mało powiedzieć.
Im silniejszy mikroskop
tym pilniej i dokładniej, wielokrotnie
….
Może nawet nie widzą czy są, czy ich nie ma.
A jednak decydują o naszym życiu lub śmierci.
To oczywiście jest już nadinterpretacja intencji autorki, ale jakoś mi tu pasuje, do tej oceny tomiku. Niestety, w roli Pana Boga też poetka się nie sprawdza, bo według mnie Pan Bóg ma jakieś uczucia w stosunku do stworzenia swego i nie patrzy zimno, i bez emocji na ten świat.
Dla mnie, niestety, ten tomik wierszy niczego nie wnosi, nie porusza, nie uczy, to piękny bibelot na komodzie w starym krakowskim mieszkaniu.
Z wierszy z Tutaj właściwie zapamiętałem jeden fragment z wiersza Nieczytanie
Żyjemy dłużej
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.
Czytając kiedyś „Wieszanie” Rymkiewicza, byłem zafascynowany jego precyzyjnymi, pięknymi zdaniami na pół strony, tak łatwymi w rozumieniu, jakby to były zdania proste. Może także dlatego, że żyję dłuższymi zdaniami - mimo że zgadzam się z oceną naszej rzeczywistości, opisanej przez Szymborską w tym wierszu – jakoś jej wiersze dzisiaj do mnie nie przemawiają.
Wypada mi tu dodać, że lektura wierszy zebranych Szymborskiej stanowiła początek kontaktu z poezją po dwudziestu paru latach jej nieczytania, była wstępem do mojego pisania, jakie by tam ono nie było. I czytając Szymborską wtedy, byłem zafascynowany lekkością jej wierszy, którą odbierałem zupełnie inaczej niż dzisiaj, po czterech prawie latach, przenikliwością spojrzenia, zafascynowany bogactwem jej wyobraźni poetyckiej, z której pewnie czerpałem wtedy pełnymi garściami. A dzisiaj ta wyobraźnia i ta lekkość pióra to za mało, to zbyt mało.
Z drugiej strony patrząc, przyznać trzeba, ze nikt tak pewnie już nie napisze wierszy, jak ona pisała. Nic dwa razy się nie zdarza. Uciekamy wciąż w przód, ja przynajmniej nie mam na co dzień czasu na powroty, na oglądanie się wstecz. Patrząc w tył, poznajemy bardziej siebie dzisiejszych niż tych sprzed lat. Może znowu kiedyś – zawsze sobie mówię, że jak będę na emeryturze – zabiorę się za stare i kunsztowne w bardzo wielu aspektach, barokowe niemalże wiersze Szymborskiej, może jak ona umrze wcześniej niż ja, zrobię to z okazji. Bo to, co zostało we mnie z jej poezji, to zostało. Dla mnie Szymborska to nowoczesna tradycja. To przenoszenie poprzez czas pojęć najbardziej pierwotnych, archetypów, zawsze obchodzących i przenikających człowieka do głębi.
Dla mnie Szymborska jest tradycyjna także w tym, że nie szuka niezrozumiałych, dziwnych form dla swych wierszy, ale posługuje się naczyniami gotowymi do użytku w każdej epoce niemalże. I ci młodzi poeci, którzy się pastwią nad jej poezją, znikną wszyscy w niebycie i nie pozostanie po nich ani jedna zgłoska, a po niej zostanie sporo. Młodzi muszą się nagadać, ale co z tego wynika? Zgiełk
.
Powiedziała moja
znajoma z Internetu, ze Szymborska nie przekazała pałeczki kolejnemu pokoleniu
poetów. Co to znaczy, że Szymborska – jako poetka – nie podaje pałeczki
następnemu pokoleniu? Że młodzieńcy i młode, egzaltowane niewiasty nie piszą
tak jak ona? Głównie dlatego nie piszą, że tak pisać nie umieją. A jak już
umieją, to jej poezja gdzieś tam w nich wschodzi. Bo nie ma dobrego ziarna,
które by nie wzeszło na dobrej glebie, zagadką jest jedynie gdzie i o jakim
czasie. Ja – przy swych zastrzeżeniach i do ostatniego tomiku, i do oceny
poetki jako człowieka – uważam, że jej wybitne wiersze na trwałe zapiszą się w
estetyce nadchodzących poetów. Bo nie ma tak, że piękno prawdziwe przemija. Ono
jest na zawsze. Niektórzy ulegają wymyślonej nieuchronności znajdowania przez
każde pokolenie swojego języka, różnego od języka ich ojców. Oczywiście i zasób
słów się zmienia, i sposób mówienia, to jest nieuchronne. Ale tak naprawdę
zawsze ludzie będą mówili o tym samym, o prawdzie, miłości, pięknie , złu itd.
Te pojęcia są wieczne, zmienia się tylko ich przybranie, ale jak je obedrzeć z
ozdób, ostatecznie widzimy to samo. Dlatego i dzisiaj można czytać starych
poetów w ich nieokolicznościowych wierszach, bo w nich jest prawdziwe
spojrzenie na to, co gnębi i co będzie gnębiło lub cieszyło człowieka. Ja w to
wierzę mocno. I znowu znajoma, która uważa, ze: „W tej chwili potrzebna jest
jakaś duchowość bez metafizyki i religijnych rusztowań”. Po pierwsze, czy coś
takiego jest możliwe? Duchowość bez metafizyki? Nie za bardzo to sobie
wyobrażam, myślę wręcz, że to jest sprzeczność. Chyba że duchowości poszukamy w
kartach tarrota. Ale to już będzie karykatura i nieprawda. Więc jestem
przekonany, że będzie duchowość, ba, wierzę, że okaże się jeszcze, iż będzie
duchowość religijna. Naprawdę nie wiemy, co nas czeka. Już tak wiele razy
ogłaszaliśmy zwycięstwo rozumu, a jednak wciąż do tego daleko. No, chyba że
będzie to duchowość Naszego Pana Forda, wywołana narkotykami, ale jeśli tak, to
lepiej niech nie będzie poezji.
Ja wierzę w nieustanną ciągłość Piękna, które jest wieczne, a którego nasza
Poetka jest – mimo wszystko – depozytariuszką.
No i na koniec o nieco innej Szymborskiej, o kobiecie uwikłanej w historię i często w swej przeszłości robiącej złe wybory.
Uważam, że poeta musi mówić prawdę. Inaczej staje się propagandzistą, niezależnie od potencjalnego talentu, który ukrył w swojej głowie. Poeta musi także dbać o prawdę czyjąś, bo to także jego prawda. Dla mnie poezja jest poszukiwaniem prawdy, a poeta to człowiek przez poezję tej prawdy poszukujący. Co powiedzieć o poecie, który kłamie w swoich wierszach, nawet jeśli genialnie i pięknie kłamie? To, że ta jego poezja nie przetrwa, zostanie wyśmiana, gdy tylko ludzie nie będą się bali śmiać. Co można powiedzieć o poecie, który w swoich wierszach nie jest z prawdą na bakier, ale nie chce, boi się, nie wypada mu ująć się za prawdą innego poety, za prawdą pisarza, za jakąkolwiek prawdą? Przestaje być wiarygodny także w swej własnej prawdzie swoich wierszy. Nie krytykuję Szymborskiej za dwa tomiki durnych wierszy z lat pięćdziesiątych, choć to one dały jej pracę i stanowisko (ot, głupia młodość, może i ja tak bym zrobił, też przechodziłem przez różne do świadczenia), nawet wybaczyłbym jej, a przynajmniej pokryłbym milczeniem, to podpisanie apelu o ukaranie rzekomych szpiegów związanych z krakowską kurią w 1952 roku, kiedy w procesie trzy osoby skazano na karę śmierci. Ale potem były kolejne listy. Oczywiści i te przeciwko władzy socjalistycznej (zmiany w konstytucji w 1975 r) już po wystąpieniu z PZPR w 1967 roku. Ale poetka dalej podpisywała. Najbardziej wkurzył mnie jej podpis pod apelem o zakaz publikacji książki o Wałęsie. Mieliśmy takiego za nie innego przywódcę. Jednak tłumienie prawdy o nim poprzez zakaz druku jest barbarzyństwem, dzisiejszym paleniem książek.
Kiedyś napisałem o niej wiersz
Wielka Poetka i palenie książek
Uczyłem się poezji z jej wierszy
Podziwiałem lekkość pióra swobodę myśli
Poznawałem nową postać tradycji
Podpisała list nie pierwszy
Ten był o paleniu książek
O kneblowaniu prawdy
Była za
Szacunek składałem pomnikowi
Udekorowanemu manekinowi
Wielkiej kukle?
Pytam czy poezja to część prawdy
A tylko poeci są ludźmi
Czy sto złotówek to nadal sto złotych?
Poeta, wielki poeta mówi prawdę albo milczy.
Nadal to nie oznacza, ze nie uważam Szymborskiej za wielką poetkę. Tak, uważam, że jest wielką poetką. Może nie tak wielką jak Herbert, ale łatwiejszą w odbiorze i przez to łatwiej przyjmowaną w naszych mózgach i sercach. To taki święty Mikołaj literatury, a Herbert to jej święty Tomasz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz