Kiedy moje myśli miały świeżość pąków,
a głowa wyrastała wysoko ponad ramiona,
stawałem na górze, by obcować z wiatrem
jak oddechem Pana. Błogosławiony wiatr.
Dobrze byłoby zbudować tu namiot, Boże,
i być bliżej Ciebie - mówiłem do rosy,
wypiękniającej brylancikami kilim traw,
do ptasich czółenek, tkających zasłony chmur,
do gwiazd powieszonych nad nocą, jak pragnienie
nieskończoności.
Ale schodziłem w doliny i zapominałem,
że bywają marzenia, które spełniają się w pięknie,
że są głosy, które są modlitwą przez to, że są,
że są słowa ważne, zapisane na ścianie
palcem światła.
Na Górze Tabor Niebo zdaje się być znowu
bliżej, a ludzki sprawy odległe jak Wzgórza Golan.
Zmęczenie broni przed zdawkowym gestem,
nieprzemyślanym słowem.
Brama Wiatrów rozdziela po połowie
wiatr wiejący z gorącej doliny Jizreel,
pomiędzy przeszłość zamkniętą jak karta
Starego, a teraźniejszość, jak karta Nowego
Testamentu.
Piotr, Jan i Jakub są skautami
szkolnej wycieczki na Górę Przemienienia.
Zbudowali trzy namioty na skraju urwiska,
ale zakrył je „obłok świetlany”. Znikły
w bezczasie, jak słowa Mojżesza i Eliasza,
wypowiadane do Pana, tajemnice tej Góry.
Skąd wiem, że były?
Bo wciąż wibruje mi w uszach:
To jest mój Syn umiłowany,
w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!
I słucham.
Rozważam tajemnicę mej wiary.
Na szalach rozumu i uczucia.
Wierzę. Czy jestem racjonalnym?
Czy umiem zbudować logiczną konstrukcję życia
na skale Słowa?
Czy system moich pojęć i uczuć jest spójny?
Odkrywam kawałek po kawałku. Osądzam.
Ja, Piłat.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz