Rozchodzą się drogi.
Były splecione od początku jak powróz .
Jak lina ciągnąca statek.
Rozrywane i ponownie łączone.
Coraz grubsze węzły szpeciły linię doskonałości.
Stawały się więzami, którymi targano w nienawiści,
starano się zrzucić pęta.
Nie chcemy być burłakami.
Zabierzmy nasze sploty liny.
Rozdzielmy nasze drogi.
Każdy poszedł w swoją stronę.
Każdy zmierza swoją drogą
Linie człowieka i linia Boga.
Drogi z napisem koniec i droga bez końca.
Śmieje się Bóg przez łzy.
Nie jest już Bogiem karzącym,
zabrano mu żelazną rózgę
Jest Bogiem radości
nieskończonej jak droga.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz