wtorek, 19 listopada 2024

Bezradnie

 



Na drugą stronę patrzę, wychylając głowę
Ponad ból i zwątpienie, co brzegiem otchłani.
W niej Bóg i Szatan razem, nicości kapłani,
Odprawiają nad żywym egzekwie hiobowe.
 
Choć z przerażeniem w oczach, nic zrobić nie mogę,
Modlitwa gdzieś ucieka, duch jej nie chce gonić.
Żadna rada niewładna by wytrącić z dłoni
Zagłady biały oścień, by odpędzić trwogę.
 
Nie doświadczyłem bólu, więc go nie rozumiem.
Współczuciem nie przekonam, gdy ból go nie rodzi.
Choć chcę pomóc, w otchłani nieszczęścia nie umiem.
 
Nie wiem też, czy poezja pomaga czy zwodzi,
Lecz wierzę, że czasami dociera do Boga,
Kiedy Bóg nie rozumie modlitw teologa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jezus, Piłat i ja

    Andrea Mantegna - Ecce homo I.   Czy życie przychodzi cieniem bezszelestnym z pustyni, na której tylko kamienie i ciernie, a...